Kodowanie na macierzyńskim – oczekiwania a rzeczywistość

kodowanie na macierzyńskim

Kodowanie na macierzyńskim – czy to w ogóle możliwe? Przez wiele lat wydawało mi się, że urodzenie dziecka jest równoznaczne z końcem kariery. Wszystko zostaje w tyle, a na przód wysuwa się dziecko. Na szczęście, z czasem spotkałam na swojej drodze wiele mam, które z sukcesem łączyły pasje, pracę i wychowanie dziecka.

Wtedy moje myślenie zmieniło się o 180 stopni. Nastrojona optymistycznie zrobiłam bardzo ambitny plan na ciążę i urlop macierzyński. A jaka okazała się rzeczywistość? Poczytajcie.

Tym wpisem rozpoczynam nową serię Kodowanie na macierzyńskim, w której będę się z Wami dzielić moją nową rzeczywistością z maluchem u boku. Wiele z Was pytało, czy takie wpisy powstaną, więc nie pozostaje mi nic innego, jak podzielić się z Wami kawałkiem mojego życia i pokazać, jak weryfikuję (lub nie) różne poglądy na temat realizowania swoich zadań przy niemowlaku. A jak interesują Was takie migawki z codzienności młodej mamy, która chce nadal kodować, pisać bloga i prowadzić grupę na FB, koniecznie śledźcie mój profil na Instagramie.

Oczekiwanie numer 1: Będę pracować do końca ciąży

kodowanie na macierzyńskim

Tak sobie założyłam i już. Zakładałam, że może ostatni miesiąc będę musiała odpocząć, ale ogólnie plan był ambitny. Chciałam cały czas pracować na pełen etat i realizować dodatkowe projekty. Na początku się udawało: oprócz etatowej pracy wystąpiłam na dwóch konferencjach, wypuściłam kurs online o tym, jak zostać front-end developerem, pisałam artykuły na bloga, organizowałam meet-upy… Aż tu nagle organizm odmówił posłuszeństwa.

Moja rzeczywistość szybko skurczyła się do mojego mieszkania, a potem szpitalnej sali. Nadal kodowałam, ale niestety, nie miałam już na to wszystko tyle siły. Nie sądziłam, że aż tyle będę musiała odpoczywać. Wniosek z tego jest prosty: nie da się zaplanować tego, jak zachowa się nasz organizm. Niestety, bardzo mocno przeżyłam to, że nie mogę realizować moich planów i byłam dość sfustrowana. I wtedy pomyślałam, że mój plan na pierwsze miesiące z maluchem chyba jest zbyt ambitny i czas go trochę zweryfikować.

Oczekiwanie numer 2: Na pewno znajdę kilka minut dziennie na kodowanie

kodowanie na macierzyńskim

W wyzwaniu 30 minut z kodem zachęcałam Was do codziennego programowania. U mnie świetnie się to sprawdzało, szczególnie w końcówce ciąży, gdzie ciężko było mi wysiedzieć dłużej niż 30 minut przy komputerze. A to było takie minimum, które mogłam zachować, aby nie tracić kontaktu z kodem. Założyłam, że przy dziecku też na pewno to się uda. W końcu czym jest 30 minut w perspektywie całego dnia?

Pewnie już wiecie, co napiszę teraz. Czasem trudno znaleźć 30 minut przy niemowlaku. Akcja pt. kodowanie na macierzyńskim nie jest taka łatwa. Czasem trudno znaleźć nawet 5 minut na wypicie kawy. Nie chcę tutaj demonizować i pisać, że “wszystko się zmieni i nic już nie będzie takie samo”, ale… Są dni, gdy nie mam zupełnie czasu dla siebie i tego totalnie nie przewidziałam. Pewnie, zdarzają się dni, gdy synek śpi parę godzin i mogę sobie wtedy kodować, coś napisać, coś obejrzeć. Jednak są też takie dni, gdy padam zmęczona na drzemkę razem z nim. I moje codzienne kodowanie zamieniło się w kodowanie, kiedy mam siły i czas. A o te dwa składniki razem czasem jest naprawdę ciężko.

Niemniej, udaje mi się co kilka dni usiąść do kodu, choć nie jestem w stanie przewidzieć, ile czasu będę mogła poświęcić na naukę. Staram się znajdywać różne metody przyswajania wiedzy tak, by być z kodem na bieżąco również, gdy nie mogę kodować. Te metody to temat na osobny wpis, więc na razie nie będę się w nie wgłębiać. Małe zajawki moich sposobów na naukę aktualnie znajdziecie na wspomnianym wcześniej już profilu na Instagramie.

Oczekiwanie numer 3: Wszystko jest kwestią organizacji

kodowanie na macierzyńskim

Tak, byłam jedną z tych osób, które mówią, że przecież wystarczy sobie wszystko dobrze zaplanować. Tymczasem plany nie działają przy niemowlaku. Minęły dopiero trzy miesiące naszej wspólnej przygody, ale ja już wiem, że mój synek może mieć odmienny plan na dzień. I nic z tym nie zrobię. Pozostaje się wtedy tylko poddać chwili, zweryfikować plany, część odpuścić, część przerzucić na inny dzień i gotowe!

Przez pierwsze dni mocno mnie to frustrowało, ale potem doszłam do wniosku, że macierzyński to czas dla dziecka i to mój synek jest tutaj najważniejszy. Korzystam więc z chwil, gdy ma dobry humor i bawimy się na podłodze albo idziemy na dłuższy spacer. Kod na pewno poczeka, a wspólne chwile trzeba łapać jak najczęściej. Nie oznacza to jednak, że nie planuję. Nadal robię plany, ale bardziej w perspektywie tygodniowej niż dziennej. Fajną opcją jest też lista 5-10-15, którą kiedyś pokazywała w tym wpisie Kasia z worqshop. Staram się też pamiętać, by w planach uwzględniać chwile dla siebie, a nie tylko cisnąć dodatkowe projekty. O zdrowie psychiczne należy dbać!

Oczekiwanie numer 4: Nadal będę uczestniczyć w meet-upach i innych wydarzeniach

kodowanie na macierzyńskim

Ten punkt zaskoczył mnie najbardziej, bo myślałam, że będzie go najtrudniej zrealizować. Tymczasem na tym polu same sukcesy. Już parę tygodni po urodzinach synka udało mi się wyskoczyć na pierwszy meet-up. Zazwyczaj raz na 2-3 tygodnie gdzieś wychodzę, aby się dokształcić czy posłuchać fajnych prelekcji. A co kilka dni staram się wyjść na kawę do kawiarnia (sama!) albo na spacer. Pozwala mi to przewietrzyć głowę, zastanowić się nad tym, co chcę robić przez najbliższe dni. Oczywiście ogromne podziękowania tutaj się należą mojej rodzince, która chętnie przejmuje malucha. Mam nadzieję, że taki stan się utrzyma, bo na jesień mam zamiar wziąć udział w kilku wyjazdowych wydarzeniach. Zobaczymy, jak to wyjdzie.

To tak na gorąco, garść przemyśleń związanych z moimi oczekiwaniami. Prawda jest taka, że codziennie dowiaduję się nowych rzeczy i razem z synkiem poznajemy się nawzajem i uczymy, jak razem funkcjonować. W kolejnych wpisach mam zamiar rozwinąć temat planowania czy nauki z niemowlakiem. Dajcie znać, jakie zagadnienia by Was najbardziej interesowały. I raz jeszcze odsyłam na profil na IG, jak chcecie podejrzeć nasze chwile. I te lepsze, i te gorsze.


Zdjęcia w artykule są autorstwa Pika Pika Fotografia.

3 Replies to “Kodowanie na macierzyńskim – oczekiwania a rzeczywistość”

  1. Jako programista i ojciec rocznego (bez kilku dni) dziecka doskonale zdałem sobie sprawę, że z pracą po godzinach mogę sie pożegnać na kilka lat. NIe, to bardzo dobrze bo pozwala uciec od codziennych problemów w pracy i skupić się na tym co ważne: być tu i teraz.
    Macierzyństwo to ciężki kawałek chleba, rządzi własnymi prawami. Ciężko jest pogodzić własne ambicje z macierzyństwem ale wszystko da sie zrobić, jeśli ma się wsparcie w postaci drugiej osoby, rodziny i przyjaciół. .

    Jeśli miałbym dać radę (oczywiście nie jako matka ;-D ale jako programista) to skupiaj sie na Maleństwie, ciesz się jego rozwojem. Uwierz mi, zanim sie obejrzysz, już minie rok.

    1. Już teraz widzę, jak szybko leci czas, także, jak piszesz, skupiam się głównie na synku. Ale na szczęście udaje mi się wcisnąć trochę kodu i jakichś wyjść do mojego codziennego życia 🙂

  2. Ja poszłam na l4 około 6 miesiąca. I dzięki temu miałam sporo czasu na kodowanie i rozwój. Okolo 6 miesiąca musiałam leżeć i ciężko mi było ułożyć laptopa tak by niezgniarac brzuch i by było mi wygodnie. Potem już nie musiałam leżeć. Ale pod koniec organizm potrzebował już odpoczynku. Gdy mały się urodził nie było już tak prosto. To był kompromis dot. Czasu „wolnego” który mam gdy mały śpi – programować, wyspać się, zadbać o siebie (kosmetyka itp) czy zrobić porządny obiad :D. Ja dodatkowo musiałam godzinę dziennie ćwiczyć i to było cos z czego nie mogłam zrezygnować. Próbowalam też karmić siedząc przy biurku i oglądając jakiś kurs :). Jednak im dziecko starsze tym mniej śpi, tym bardziej ruchliwe i tym bardziej trzeba je pilnować. Więc mój czas na kodowanie systematycznie się zmniejszal. Teraz syn ma 2 lata. Ja jestem w końcówce 2 ciąży. Syn w ciągu dnia śpi 3 godziny I to są 3 godziny dla mnie. Ale że względu na ciąże praktycznie też przesypiam te 3 godziny… Niestety w nocy wciąż syn budzi się raz. Co oznacza że w nocy czuwam – to nie jest taki piękny głęboki sen. I oczywiście pobudka o 5:30 😀 w pełnej gotowości do zabawy

Dodaj komentarz