Rzecz o panikowaniu

o panikowaniu

Masz wrażenie, że nic nie umiesz? Na pewno sobie nie poradzisz? Siedzisz którąś godzinę nad kodem, który nie działa (a powinien!) i zastanawiasz się, po co Ci było to całe programowanie? Witaj w klubie! A teraz zrób sobie kawę i poczytaj ten tekst o panikowaniu.

Wszystko zaczęło się tak: wróciłam do pracy po długim urlopie. Już dzień wcześniej zaczęłam panikować, że na pewno nic nie pamiętam, bo w końcu miała taką przerwę w kodowaniu. Zaczęły mnie dręczyć wyrzuty sumienia, że przecież podczas urlopu powinnam zrobić więcej w kwestii programowania, a nie tylko odpoczywać. Próbując przejrzeć kod, który powstał w czasie mojej nieobecności, cały czas sama sobie powtarzałam, że nie ma opcji, żebym to wszystko ogarnęła. Po co mi to było, powinnam sobie siedzieć na ciepłej posadce, zamiast wymyślać to całe programowanie… Sama się tak nakręciłam, że miałam okropny dzień. A potem postanowiłam jakoś się ogarnąć. Podeszłam do moich zadań, przeanalizowałam je, zrobiłam kurs online. I wszystko poszło do przodu! Ba, nawet byłam z siebie dumna, że od razu udało mi się ogarnąć jedno zadanie.

Pod koniec tego jakże emocjonującego dnia postanowiłam podzielić się moją historią w grupie Programuj, dziewczyno!. I ku mojemu zdziwieniu – odzew był niesamowity! Dziewczyny pisały, że też tak mają, że czasem mają ochotę się zupełnie poddać i zastanawiają się, czy dobrze zrobiły decydując się na kodowanie. Czasem nawet takie czarne myśli sprawiają, że nie chce się im usiąść do kodu w obawie przed porażką. Zaczęły też padać pomysły na to, jak sobie z takimi sytuacjami poradzić. Przeczytanie wszystkich wypowiedzi wiele mi dało. Przede wszystkim – poczucie, że nie tylko ja tak mam. I dlatego postanowiłam kilka wniosków spisać na blogu, żeby każdy, kto zwątpi w sens swojego związku z programowaniem, mógł sobie to przejrzeć i (mam nadzieję!) poczuć się lepiej.

Zanim przejdę do konkretnych pomysłów na radzenie sobie z irracjonalnym panikowaniem, chcę poruszyć jeszcze temat tzw. syndromu oszusta (ang. impostor syndrome). Jak podaje Wikipedia:

Syndrom oszusta jest psychologicznym zjawiskiem powodującym brak wiary we własne osiągnięcia. Pomimo zewnętrznych dowodów własnej kompetencji, osoby cierpiące z powodu tego syndromu pozostają przekonane, że są oszustami i nie zasługują na sukces, który osiągnęły. Przyczyn sukcesu upatrują w szczęściu, sprzyjających okolicznościach bądź w rezultacie bycia postrzeganym jako osoba bardziej inteligentna i kompetentna niż w rzeczywistości. Co warte odnotowania, syndrom oszusta jest szczególnie powszechny wśród wysoko postawionych kobiet.

Czy ten opis nie brzmi znajomo? Ja pierwszy raz zetknęłam się z samym terminem syndromu oszusta w książce Sheryl Sandberg Włącz się do gry. Wcześniej nie miałam pojęcia, że coś takiego ma nazwę i do tego jest powszechnym zjawiskiem. Sama Sandberg w książce pisze, że taki irracjonalny lęk o brak kompetencji bardzo często jej towarzyszył. Podobno jest tak, że im więcej dana osoba wie, tym bardziej jest narażona tego typu zjawisko. A programowanie temu bardzo sprzyja! Przecież im dalej idziemy z materiałem, tym bardziej zdajemy sobie sprawę, ile jeszcze musimy się nauczyć. A to może przytłaczać. Jakiś czas temu na blogu pisałam o kryzysach, także nie będę się już powtarzać w tej kwestii, ale chcę zaznaczyć, że po euforii początkującego często wpadamy w dół, który wydaje się nie mieć końca. I wtedy właśnie najłatwiej o czarne myśli i rezygnację z nauki w ogóle. A przecież to nie jest konieczne!

Przejdźmy do konkretów, czyli jak sobie poradzić, gdy dopada nas panika. Po pierwsze – postarać się uspokoić. Wiem, że to nie jest najlepsza rada, bo ostatnia rzecz, jaka przychodzi nam do głowy w takiej chwili, to jest chęć na uspokajanie się. Jednak naprawdę warto spróbować! Ja mogłam ostatnio zaoszczędzić sobie kilku godzin stresu, gdybym od razu przemówiła sobie do rozsądku, zamiast sama się nakręcać, że nie dam rady. Gdy wróciłam po pracy do domu, zrobiłam sobie pół godzinną sesję jogi zupełnie odcinając się od myśli, które cały dzień krażyły mi w głowie. I od razu było lepiej!

Pomysł numer dwa – porozmawiać z kimś! Czasem potrzebujemy, by ktoś po prostu nam powiedział, że damy radę. Dziewczyny w grupie wspominały, że fajnie jest porozmawiać ze swoim przełożonym w pracy, gdy taki lęk o niekompetencje dłużej nas męczy. Może faktycznie zadania nie do końca są dopasowane do naszych możliwości, a może potrzeba nam dobrego słowa i odrobiny motywacji, by ruszyć dalej. Nie zawsze oczywiście potrzeba rozmowy z przełożonym, czasem to może być nawet społeczność wirtualna, jak choćby grupa na Facebooku. Na Programuj, dziewczyno! przewijają się posty z prośbą o kilka słów motywacji, bo ktoś właśnie zupełnie zwątpił w sens nauki. I odzew pod takimi postami jest zawsze spory i mam wrażenie, że bardzo one pomagają autorkom postów. Nie bójmy się przyznać do swoich słabości i do tego, że chcemy usłyszeć coś pokrzepiającego.

Numer trzy – poszukajmy motywacji z internecie! Dobrze jest posłuchać czegoś krzepiącego 🙂 Poniżej krótka lista polecanych filmików, które sprawią, że zrobi Wam się lepiej:

Załóżmy, że opanowaliśmy pierwszy lęk, poszliśmy na spacer, jogę, czy co tam nam pomogło trochę uspokoić myśli, może nawet z kimś już porozmawialiśmy albo obejrzeliśmy jakieś motywujące video. Co dalej? Nie porzucajmy wyzwania! Nie chodzi o to, by się uspokoić i zapomnieć o rzeczy, która wywołała panikę, ale by do niej podejść i postarać się stawić jej czoła. Zapytałam w grupie, co dziewczyny robią, by walczyć z lękiem i jedna odpowiedź niezwykle przypadła mi do gustu. To była prosta rada – nie zastanawiać się, czy sobie poradzę, ale pomyśleć, jak sobie poradzę. I to jest chyba klucz do rozwiązywania problemów w programowaniu. Nie ma co się zadręczać, że przecież nie damy rady ogarnąć problemu, warto pomyśleć, co zrobić, by ten problem rozwiązać. Czasem jest tak, że wystarczy zacząć od czegoś małego, próbować, sprawdzać, kombinować i w końcu dojdziemy do rozwiązania.

I teraz rada, która łączy się z wcześniejszym akapitem. A mianowicie – dobrze jest zastanowić się, na jakie małe kroki można rozbić zadanie, które tak nas przeraża. Gdyby ktoś powiedział mi, że mam stworzyć cały proces logowania do jakiejś aplikacji, to może wydawać się przytłaczające, szczególnie, gdy nigdy się tego nie robiło. Natomiast, gdy pomyślimy sobie, że musimy zakodować formularz logowanie w HTML, to już nie jest tak przerażające. Potem dodać stylowanie. Potem dopisać logikę w JS. Małe kroki przestają być takie straszne.

Na sam koniec dorzucę jeszcze sposób, z którego sama często korzystam. Kiedy dopadają mnie myśli, że nie dam rady ogarnąć przydzielonego mi zadania (albo programowania w ogóle 😉 ). Wtedy mówię sama do siebie, że ok, może całego zadania nie ogarnę, ale mogę na przykład zapisać zmienne, stworzyć zarys funkcji, rozpisać sobie zależności między plikami. To są małe rzeczy, ale one powoli zbliżają mnie do wykonania zadania. Potem nie wydaje się ono już takie straszne, szczególnie, że gdy coś już mam, o wiele łatwiej jest mi zadawać konkretne techniczne pytania, niż na początku. Jak czegoś nie wiem, o wiele łatwiej jest zapytać, jak zrobić daną rzecz, niż stwierdzić, że zupełnie nie wiem od czego zacząć.

A jakie są Wasze sposoby na radzenie sobie z czarnymi myślami? Koniecznie podzielcie się w komentarzu! Mam nadzieję, że ten wpis pomoże Wam trochę się zmotywować i być o wiele lepiej przygotowanym, gdy nadejdzie czas paniki 😉 Ach i pamiętajcie – czasem lepiej sobie odpuścić i zamiast siedzieć 3 godziny nad kodem, zrobić sobie przerwę. A po przerwie może wpadnie Wam do głowy pomysł, jak do tego wszystkiego podejść!


Chcesz się czymś podzielić? O coś zapytać? Napisz komentarz pod postem, maila do mnie na joanna@wakeupandcode.pl, wiadomość na fanpage Wake up and Code albo post w grupie Programuj, dziewczyno!

Dodaj komentarz