Czy jestem programistką? Kilka słów po roku pracy

czy jestem programistką

Jest początek maja 2017 roku. Wracam do domu po pierwszym dniu pracy jako junior front-end developer. I jestem totalnie załamana. Zadaję sobie pytanie „Dlaczego ja się w ogóle na to zdecydowałam?!”. A jak to wygląda teraz? Czy żałuję podjętej rok temu decyzji? Czy jestem programistką po roku pracy? O tym dzisiaj.

Wróćmy jeszcze na chwilę do maja zeszłego roku. Kilka dni wcześniej po raz ostatni poszłam do pracy jako konsultant SharePointa. W tej pracy spędziłam dokładnie rok, dobrze sobie radziłam, zadania były całkiem fajne, jednak niesatysfakcjonujące mnie w 100%. Dlatego postanowiłam nauczyć się programować i zmienić branżę tak zupełnie. Więcej o tym, dlaczego programuję pisałam tutaj, także odsyłam tam chętnych. Ogromnie się cieszyłam, gdy dostałam pracę jako junior developer. Skąd więc to załamanie, które mnie dopadło w pierwszych dniach? Już tłumaczę.

Z perspektywy czasu widzę, że to był dla mnie duży skok. Przez lata pracowałam w korporacjach, gdzie wszystko jest dość mocno poukładane. Mniej więcej wiedziałam, czego spodziewać się na moich poprzednich stanowiskach. Tymczasem tutaj wszystko było nowe. Dosłownie. To była moja pierwsza praca jako programistka. Wskoczenie w tak odmienne dla mnie środowisko i sposób pracy było ciężkie. A do tego doszła kwestia dużo mniejszych zarobków na początku i mniej stabilnej umowy (na początku pracowałam na umowę zlecenie).

Co więcej, przez pierwsze dni miałam wrażenie, że to wszytko mnie przerasta. Że się tego nie nauczę, nie ogarnę, nie zrozumiem. Wszystko było nowe. I nie szło mi lekko. Okazało się, że uczenie się na kursie i robienie projektów dla siebie to zupełnie coś innego niż prawdziwa praca. Choć i tak miała dość ulgową taryfę, bo na początku pracowałam nad wewnętrznym projektem, więc nie miałam od razu do czynienia z realnym projektem i opóźnienia w dostarczaniu kolejnych funkcjonalności nie były piętnowane, bo założeniem projektu była nauka. Mimo wszystko, to była nauka zupełnie nowych rzeczy. Nie mówię już o języku czy frameworku, ale o całym procesie pracy. Zaczynając od ideologii Scruma, przez umiejetność korzystania z Jiry, kończąc na planowaniu czy konieczności estymowania zadań.

Pierwsze dni były dla mnie ogromnie stresujące, bo naprawdę co chwilę miałam ochotę wszystko rzucić i wrócić do dobrze znanej mi pracy i obowiązków, które umiem wykonywać z zamkniętymi oczami. Jednak wiedziałam, że przecież nie o to chodzi. Sama chciałam pracy pełnej wyzwań i ciągłej nauki. Dlatego po prostu się zawzięłam i postanowiłam, że wytrwam. Było warto.

Cieszę się, że przetrwałam pierwszy kryzys i wątpliwości, które mnie dopadły. Z czasem okazało się, że wszystko jest do ogarnięcia. Czasem coś zajmowało mi więcej czasu, czasem mniej. Czasem potrzebowałam kogoś o coś dopytać albo wręcz ktoś musiał mi wyłożyć całe zagadnienie raz jeszcze. Trafiłam przez ten rok na naprawdę świetne osoby, które zawsze służyły radą w razie potrzeby. I miały tony cierpliwości do moich pytań. Zobaczyłam, że praca programisty to nie jest pisanie kodu z pamięci, ale kombinowanie, próbowanie, szukanie rozwiązań. A gdy łapię tzw. flow i widzę, jak kod dosłownie sam mi idzie i wszystko fajnie się układa, to wiem, że nie zamieniłabym tej pracy na inną. Naprawdę jest fajnie.

Jedną z moich większych obaw przy zmianie branży był brak kontaktu z ludźmi. To znaczy – bałam się, że będzie mi brakowało kontaktu z ludźmi w samej pracy. Wcześniej pracowałam w sprzedaży, potem wsparciu sprzedaży, później jako konsultant. Wszystkie te pracy bazowały na ciągłym kontakcie z klientem. Bałam się, że gdy będę musiała siedzieć tylko z kodem, po prostu zwariuję, bo nie jestem typem osoby, która lubi długo siedzieć w samotności. Ale oczywiście, paradoksalnie, byłam też zmęczona tym ciągłym kontaktem z klientem i potrzebowałam odpoczynku.

Okazało się, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, że praca programisty to nie jest siedzenie z kodem 8 godzin dziennie. To spotkania zespołu, planowanie zadań, wspólne rozwiązywanie problemów. Część dnia pracuję sama, jednak nie mam poczucia osamotnienia, nie jest tak, że nie mam się do kogo odezwać. I jest to bardzo pozytywne zaskoczenie w tej pracy.

Czego nauczyłam się przez ten rok? Zabrzmi to dość tanio, ale głównie tego, że „niemożliwe nie istnieje”. Naprawdę. W ciągu tego roku miliard razy wydawało mi się, że tego zagadnienia to już na pewno nie ogarnę. A potem siadałam i ogarniałam. Nauczyłam się, by bardziej wierzyć w siebie, a dokładniej w możliwości swojego umysłu. Oraz tego, jak łatwo nasz mózg uczy się schematów i jak coraz łatwiej zaczyna funkcjonować w nowym sposobie myślenia. Zauważyłam ostatnio, że automatycznie od razu rozkładam sobie dane zadanie na mniejsze zadania, zastanawiam się, jak do tego podejść, jak powinien wyglądać kod, jak go rozbić na mniejsze kawałki. To są rzeczy, które wcześniej nie były częścią mojej pracy, natomiast podczas tego roku wyuczyłam się tego, jak zabierać się za wyznaczone zadania.

Nauczyłam się też, że można powiedzieć „Nie wiem, nie umiem, sprawdzę”. I nikt nie robi z tego tragedii. Nauczyłam się, że kod wcale nie musi być doskonały (pewnie nigdy nie będzie!). Nauczyłam się przyjmować krytykę. Zaskoczyło mnie, że jako junior też mogę sprawdzać kod innych i się na jego temat wypowiadać. I moje opinie są brane pod uwagę. Zrozumiałam, że kryzys jest nieodłączną częścią tej pracy. Razem z frustracją. I że trzeba sobie jakoś z nimi radzić. Bo czasem rozwiązanie nie przychodzi szybko i można się nad nim męczyć godzinami. Albo i nawet dniami. I nie powinno to wpływać na to, jak postrzegamy siebie czy naszą pracę.

Po roku pracy wiem, że ta cała zmiana branży jest o wiele trudniejsza, niż mi się wydawało. Ale wiem również, że było warto. Jednocześnie nie mam poczucia, że teraz to już mogę sobie spokojnie siedzieć i odpoczywać. Ciągła nauka, na której mi tak bardzo zależało, to naprawdę nauka bez przerwy! I to bywa męczące, ale równocześnie jest dla mnie ogromnie satysfakcjonujące, bo cały czas muszę uczyć się czegoś nowego, przekraczać kolejne granice i zdobywać nowe umiejętności.

W czasie tego roku prowadziłam równoległe bloga oraz grupę „Programuj, dziewczyno!”, która będzie obchodzić pierwsze urodziny już pod koniec miesiąca. Grupa dała mi nieocenione wsparcie podczas pracy. To wpisy dziewczyn o tym, że wątpią, czy dadzą radę, o tym, że im się nie chce, że czegoś nie rozumieją, że trzeba iść dalej, uzmysłowiły mi, że nie jestem sama z moimi rozterkami. W grupie siła, o czym nie raz przekonałam się w ciągu minionych 12 miesięcy. Blog również dał mi wiele, bo pozwolił na spisywanie swoich przemyśleń, często był swego rodzaju wentylem bezpieczeństwa. A tego stworzyłam fajną bazę materiałów w ramach serii „Jak się uczę”, do której sama często wracam, gdy szukam jakichś konkretnych linków.

Czy uważam się za programistkę? Nieśmiało, ale tak. Zaczynam się uważać za programistkę po roku pracy. Wiem, że nadal ogrom przede mną. Im dalej idę, tym więcej braków i rzeczy do nauczenia się zauważam. Ale chyba po prostu taki urok tego zawodu. Jestem z siebie dumna, że dałam radę zrobić tyle rzeczy przez ten rok. Zarówno w pracy, jak i związanych z blogiem, grupą, warsztatami, które prowadziłam. Zrealizowałam też jedno bardzo dużo marzenie, które chodziło mi po głowie już od dawna. To był ogromny projekt, w który byłam mocno zaangażowana przez ostatnie miesiące, a już w najbliższy poniedziałek ujrzy światło dzienne. Polecam więc wypatrywać informacji na fanpage’u, bo ten projekt jest dla Was. A opowiem o nim dokładnie w specjalnym wpisie w przyszłym tygodniu.

Lubię podsumowania. Lubię patrzeć wstecz i widzieć, ile zrobiłam. Dzięki temu mogę poczuć satysfakcję i oczywiście – zacząć planować dalej. Ten rok był ciężki, wymagający. Pracowałam o wiele więcej, niż powinnam. Nie raz siedziałam po nocach nad zagadnieniami związanymi z pracą albo dodatkowymi projektami. Ale z perspektywy widzę, że naprawdę było warto. Czuję, że programowanie to jest coś, co naprawdę mi się podoba i chcę to robić nadal. Mam nadzieję, że taka praca będzie mi dawać satysfakcję jak najdłużej.

Korzystając z okazji, chciałam jeszcze dać znać, że ruszyły już zapisy na spotkanie, które odbędzie się 30 maja z okazji urodzin grupy w Poznaniu. Wszystkie szczegóły znajdziecie pod tym linkiem. Oprócz Poznania, 9 czerwca spotkamy się na cały dzień w Warszawie podczas wydarzenia „Programuj, dziewczyno! Poznaj możliwości IT”. Na ten event zapisy ruszą na dniach, również niedługo pojawią się szczegóły dotyczące prelekcji i warsztatów, które szykujemy. Będą się działy naprawdę fajne rzeczy!

A wracając jeszcze na chwilę do mojego podsumowania roku pracy – jeśli myślicie o zmianie branży, ale boicie się, że nie dacie rady, mogę powiedzieć jedno – spróbujcie. Ja bałam się ogromnie, ale postanowiłam z tym strachem powalczyć. I było warto 🙂

A może macie swoje historie związane ze zmianą branży, którymi chcecie się podzielić? Piszcie w komentarzach albo bezpośrednio do mnie na joanna@wakeupandcode.pl.

6 Replies to “Czy jestem programistką? Kilka słów po roku pracy”

  1. Wielki szacun za ruszenie z nauką tylu języków programowania w pierwszym roku. Ja się zacząłem specjalizować w WordPressie i przez to zatrzymałem się w nauce innych języków.

    1. Ja akurat skupiałam się cały czas na JavaScript, także nie uczyłam się wielu języków 🙂

  2. Źle się wyraziłem. Miałem na myśli to, że oprócz szlifowania JS i pewnie dowiadywania się czegoś nowego o HTML i CSSie zaczęłaś poznawać Angulara. Wiem że to nie nowy język a framework ale mimo wszystko wymaga pewnie trochę innego podejścia.

    1. A to tak, to prawda 😉 Angular był dużym wyzwaniem, a teraz z kolei na tapecie React, także cały czas coś nowego 🙂

  3. Bardzo lubię czytać takie podsumowania, bo pozwalają spojrzeć z perspektywy czasu, jak wiele udało nam się osiągnąć i pokonać trudności, które były nie do pomyślenia na samym początku. Za mną niespełna pół roku pracy jako programistka, ale początkowe doświadczenia miałam bardzo podobne. Chyba najtrudniejszy w tym wszystkim był/jest syndrom oszusta. Przezwyciężenie go na początku nie jest łatwe, ale daje później ogromną satysfakcję.

  4. Ja akurat zaczynam swoją historię we front-endzie. Zrobiłem bloga na wordpress.org ze swoimi zmianami. Robiłem kursy HTML i CSS, fundamenty JS, a jak spojrzałem na Angulara, to stwierdziłem, że muszę się cofnąć do JS, żeby bardziej go opanować 🙂
    Powodzenia i gratulacje, że Ci się udało i znalazłaś, co Ci się podoba 🙂
    Marcin

Dodaj komentarz