Syndrom oszusta, czyli dlaczego wystąpiłam na konferencji

syndrom oszusta

Znacie to uczucie, gdy wydaje Wam się, że tak naprawdę nic nie wiecie, a wszystkie Wasze sukcesy to czysty przypadek? Wiecie, że to powszechne zjawisko? Nazywa się syndrom oszusta i na nim dziś się skupimy.

Pomyślałam sobie, że mój wczorajszy występ do konferencji meet.js Summit 2018 to idealny pretekst, aby poruszyć temat syndromu oszusta. Dlaczego? Ostatnie dni bardzo mocno z nim walczyłam… I zdałam sobie sprawę, że na pewno nie jestem w tej walce jedyna. Dlatego dziś o tym, czym jest syndrom oszusta i jak sobie z nim radzić.

Pisałam już nie raz, że nie mam technicznego wykształcenia. Nie jestem po informatyce. Mimo zmiany branży i pracy w nowym zawodzie od 1,5 roku, to nadal siedzi mi z tyłu głowy. Natrętna myśl pojawia się szczególnie w trudniejszych momentach. Gdy nie mogę sobie z czymś poradzić, gdy jestem sfrustrowana. Albo, tak jak ostatnio, gdy totalnie rozłożyła mnie choroba i musiałam odpuścić. I stwierdziłam, że ja przecież na to wszystko nie zasługuję!

Występowałam już na konferencjach z tym, że były to mniejsze wydarzenia i niezwiązane z programowaniem. Miałam wrażenie, jeszcze do niedawna, że na konferencji może wystąpić tylko osoba, która ma wiele lat doświadczenia w IT. I taka, która zna swój temat na wylot, nie da się zagiąć zupełnie niczym. Potem uzmysłowiłam sobie, że przecież konferencje to miejsce, gdzie dzielisz się swoją wiedzą. Czymś, co Ciebie interesuje. Czymś, w czym Ty czujesz się dobrze. Ponadto, mamy przecież proces selekcji tematów. Ktoś musi uznać Twój temat za ciekawy, aby pozwolić Ci wystąpić przed kilkuset osobowym tłumem. Wydaje się logiczne, prawda?

Logika nie przeszkadza jednak syndromowi oszusta! Ten wpis równie dobrze mógłby być hiperpozytywny. Wystąpiłam na konferencji, podobało mi się, dostałam fajny feedback. Co więcej – nie mogę się już doczekać kolejnej konferencji i powrotu na scenę! Ale… chcę się z Wami podzielić odczuciami, które towarzyszyły mi kilka dni przed wystąpieniem. I z którymi trudno było mi walczyć. Nie wszystko jest takie kolorowe, jak się wydaje. Ja mocno musiałam walczyć, żeby w ostatniej chwili nie zrezygnować z wczorajszego wystąpienia.

Najpierw odrobina teorii. Czym takim jest syndrom oszusta? Podając za Wikipedią:

Syndrom oszusta jest psychologicznym zjawiskiem powodującym brak wiary we własne osiągnięcia. Pomimo zewnętrznych dowodów własnej kompetencji, osoby cierpiące z powodu tego syndromu pozostają przekonane, że są oszustami i nie zasługują na sukces, który osiągnęły. Przyczyn sukcesu upatrują w szczęściu, sprzyjających okolicznościach bądź w rezultacie bycia postrzeganym jako osoba bardziej inteligentna i kompetentna niż w rzeczywistości. Co warte odnotowania, syndrom oszusta dotychczas uważano za szczególnie powszechny wśród wysoko postawionych kobiet. Najnowsze badania wykazują jednak, że syndrom występuje niezależnie od płci, przy czym mężczyźni rzadziej otwarcie mówią o dolegliwościach. Szacuje się, że około 70% światowej populacji w pewnym etapie swojego życia doświadczyło syndromu oszusta.

Widzicie te liczby? Ponad 70% populacji doświadczyła syndromu oszusta! Czy to nie jest niesamowite, że zjawisko to dotyczy tak wielu osób?

Ja po raz pierwszy spotkałam się z tym terminiem czytając książkę Sheryl Sandberg Włącz się do gry. Wcześniej nie myślałam zupełnie, że to uczucie to jakieś nazwane zjawisko, które w dodatku jest aż tak powszechne. Kiedy zaczęłam uczyć się programowania, gdy dostałam pierwszą pracę jako junior developer, gdy dostałam kolejną pracę, gdy docenia się moje działania na rzecz bloga i grupy – to są chwile, w których odczuwam, że przecież ja nic takiego nie zrobiłam. Pisałam w artykule pt. Nic mi się nie udało o tym, że staram się walczyć z tym, jak postrzegam swoje sukcesy. Mimo że znam teorię, wiem, że to tylko wrażenie i że to moja psychika płata mi figla – trudno się czasem nie poddać i nie zacząć wierzyć, że w sumie, faktycznie, to wszystko może być kwestią szczęścia, a nie mojej pracy.

I jak sobie z tym radzić? Czy da się pokonać syndrom oszusta? Moim zdaniem – nie da się. To nie jest uczucie, którego możemy pozbyć się raz na zawsze i być pewnym, że nigdy już się nie pojawi. Można jednak zrobić coś innego – działać wbrew temu uczuciu. I to jest moja złota rada, jeśli chodzi o walkę z syndromem oszusta.

Krok pierwszy to oczywiście zdanie sobie sprawy z tego, że to uczucie nie odzwierciedla rzeczywistości, a jest wytworem naszej wyobraźni. Krok drugi – nie dawać mu się. Mogłam zrezygnować z wystąpienia na konferencji. Mogłam zostać w domu. Moja psychika byłaby spokojna, stres by pewnie minął. Pomyślałam sobie jednak, że przecież nie o to w tym wszystkim chodzi! Gdy raz się poddam, potem będzie poddać się o wiele łatwiej. A kto wie, do czego takie poddawanie się może doprowadzić. Ja wolę nie ryzykować.

Warto przeczekać kryzys i zwrócić swoje myśli w innym kierunku. Może spacer, serial, spotkanie ze znajomymi? A może właśnie chwila w samotności? Wybierzcie coś, co Wam pomaga. A potem – do boju! Nie ukrywam, wczoraj ogromnie stresowałam się przed wystąpieniem, a także w trakcie. Ale kiedy zeszłam już ze sceny, dotarło do mnie, że to zrobiłam! Odhaczyłam punkt na mojej liście celów! Wystąpiłam przed prawie półtysięcznym tłumem, co było moim marzeniem od dawna.

Jeszcze dwa słowa o pewności siebie i wierze we własne umiejętności. Kilka dni przed konferencją sto razy dziennie wydawało mi się, że mój temat przecież nie jest taki super. Kto będzie chciał o tym słuchać, przecież to jest takie… specyficzne, niszowe. I wtedy przypomniało mi się, jak Aga Naplocha z The Awwwwesomes na czerwcowym wydarzeniu „Programuj, dziewczyno! Poznaj możliwości IT” w Warszawie opowiadała o tym, żeby znaleźć swoją niszę w IT. Coś, co nas wyróżnia. Coś, w czym czujemy się jak ryba w wodzie. I zdałam sobie sprawę, że przecież moją pasją od zawsze są języki. Uwielbiam o nich mówić, ogromnie mnie to pasjonuje. Uznałam, że podzielenie się czymś, co aż tak bardzo lubię, nie może być złe. I nawet jak dla publiczności będzie tylko ciekawostką – co z tego? Może akurat kogoś to zainteresuje i zainspiruje? Nigdy nic nie wiadomo!

Mam wielką nadzieję, że ten wpis pomoże tym z Was, którzy doświadczają syndromu oszusta i nie wiedzą, jak sobie z nim poradzić. Warto uzmysłowić sobie, że to naprawdę powszechne zjawisko i warto z nim walczyć. A może macie swoje sposoby na radzenie sobie z takimi natrętnymi myślami? Dajcie koniecznie znać w komentarzach!

Przy okazji przypominam, że już w środę pierwszy live z serii „Projekt: Zmiana branży”. Więcej szczegółów i cały rozkład jazdy projektu znajdziecie w tym wpisie. Mam też dla Was książki do wygrania – zajrzyjcie tutaj, jeśli chcecie je zgarnąć 🙂

2 Replies to “Syndrom oszusta, czyli dlaczego wystąpiłam na konferencji”

  1. A może to po prostu wewnętrzna pokora gdzieś puka od środka? Nie każdy dobry developer musi występować na konferencjach. Nie mierzą one wiele więcej oprócz umiejętności prezencji i tzw. lansu, w którym często (choć oczywiście nie zawsze) dużo „oszustwa” (ile to ja widziałem prezentacji robionych na ostatnią chwilę, przechwalanek, zapożyczeń z innych prezentacji, mało własnych, oryginalnych przemyśleń). Liczba followersów ani pozytywnych komentarzy nie mierzy wartości człowieka, która od jego stworzenia jest przeogromna. Gratuluję występu na konferencji i nie stresuj się tak strasznie ani nie rozkminiaj – to aż i tylko konferencja, po której jest normalne życie.

    Pozdrawiam

    1. To, że przytaczam problem syndromu oszusta w kontekście konferencji nie oznacza, że uważam, że każdy może występować (i powinien to robić). To był jeden z moich celów i marzeń, żeby coś takiego zrobić. Chodzi mi o to, że mimo że przecież wybrano mój temat, to nadal wydawało mi się, że ja przecież nic nie wiem. I to można odnieść do wszystkiego, co nas spotyka w życiu zawodowym.

Dodaj komentarz