Work-life balance a zmiana branży na IT

work-life balance

Czy można zachować tzw. work-life balance, gdy uczymy się programowania, by zmienić branżę? Czy jest szansa na „normalne” życie, gdy poświęcamy czas na naukę po regularnej pracy, a także w weekendy? Czy ta ścieżka prowadzi do spełnienia czy raczej wypalenia?

Na sam początek – czym tak naprawdę jest work-life balance w takim klasycznym ujęciu? To na pewno równowaga między pracą, czy też czasem, jaki spędzamy w pracy, a życiem prywatnym. W tym pierwszym życiu ciężko pracujemy. W tym drugim mamy czas na wszystko, co sprawia nam przyjemność i daje satysfakcję – to czas na hobby, chwile spędzone z rodziną, przyjaciółmi. Gdy ktoś zapytałby mnie, czy work-life balance w ogóle ma sens, gdy uczymy się intensywnie programowania, by zmienić branżę, moja odpowiedź byłaby prosta. Nie.

Nie ma szans na work-life balance w klasycznym rozumieniu tego terminu, gdy po 8 godzinach pracy codziennie siadamy jeszcze na 2 albo 3 godziny do kodu. Gdy w weekend idziemy na zajęcia do szkoły programowania albo sami uczymy się w domu. Kolejne godziny. To godziny zabrane od tych zarezerwowanych na sport, hobby, czas z rodziną, wylegiwanie się na kanapie czy oglądanie seriali. Gdy uczymy się 2 godziny po pracy, ostatnia myśl jaka przychodzi nam do głowy, to jeszcze godzinka z książką. Bo zwyczajnie chcemy spać albo mamy jeszcze obowiązki typu gotowanie albo sprzątanie do ogarnięcia. I koło się zamyka. Work-life balance odchodzi w cień. Zamiast tego mamy work-wanna-be-developer instability 😉

Zrobiło się depresyjnie. Jednak ten depresyjny fragment ma być wstępem do moich dzisiejszych przemyśleń na temat work-life balance. A dokładniej na temat postrzegania tego terminu. Cofnijmy się na chwilę do przeszłości. Jakieś dwa lata temu chciałam coś zmienić w swoim życiu. Szukałam i szukałam. Miałam pracę, w której było mi ok, wypeniałam swoje obowiązki, byłam w tym dobra. Co robiłam po pracy? Chodziłam na kurs francuskiego, na siłownię, spotykałam się ze znajomymi. Bardzo mocno interesowały mnie wtedy zagadnienia związane z psychologią, więc chodziłam na warsztaty psychologiczne, w tygodniu, po pracy. Do tego miałam etap bardzo dużej fascynacji jogą, więc często weekendy spędzałam na warsztatach z różnych form jogi. Co jeszcze? To był czas, gdy zaczęły się robić popularne platformy typu Coursera albo edx, więc robiłam tam mnóstwo kursów. I jak tak sobie na to patrzę, to moje work-life balance, zanim podjęłam kroki, by zmienić branżę, również było takie sobie, gdy patrzymy na definicję z pierwszego paragrafu. Cały czas przecież miałam coś zaplanowane, jakieś dodatkowe zajęcia, kurs, warsztat. W międzyczasie angażowałam się też w projekty tłumaczeniowe z hindi i w dodatku uczyłam hindi w szkole językowej. To też w tygodniu, po normalnej pracy.

Nie piszę tego wszystkiego, by pokazać, jak dużo można wcisnąć do kalendarza. Dopiero uzmysłowienie sobie tego, ile zawsze robiłam, zmieniło optykę postrzegania przeze mnie work-life balance. Ja zawsze muszę być w ruchu, lubię angażować się w wiele projektów. To mi daje satysfakcję. W głowie mam listę zadań, które sobie odhaczam i sprawia mi to ogromną przyjemność. Lubię mieć wrażenie, że zrobiłam w ciągu dnia coś fajnego. I dlatego od zawsze miałam „coś dodatkowego” oprócz studiów czy pracy. Tak samo stało się dla mnie z nauką programowania. Początkowo traktowałam to jako eksperyment, ale wciągnął mnie on na tyle, że chciałam więcej i więcej. Chciałam wziąć udział w konkursie, więc założyłam bloga, potem grupę, potem zaczęły pojawiać się inne projekty, w które angażowałam się z radością. Czy traktuje to jako pracę? Nie do końca. I chyba tu dochodzimy do sedna.

Kiedy postanawiamy zacząć naukę programowania, aby zmienić branżę, ta nauka staje się dla nas priorytetem. Jest narzędziem, aby dojść do celu, który obraliśmy. Ten cel ma nam dać różne benefity, to już zależy od naszego podejścia. Może chcemy więcej wyzwań, może zależy nam na lepszych zarobkach. Gdy zaczynamy się uczyć, kodowanie może nas wciągnąć. I to bardzo. Satysfakcja, jaką daje napisanie pierwszej aplikacji, jest naprawdę super uczuciem. A potem chcemy uczyć się więcej, stawiamy przed sobą coraz bardziej ambitne wyzwania. Może podejmujemy pierwszą pracę w nowym zawodzie. A w tej pracy chcemy się wykazać, więc często uczymy się czegoś także po pracy. Analizujemy, próbujemy raz jeszcze, eksperymentujemy z nowymi technologiami. To wszystko staje się naszą codziennością. I moim zdaniem, właśnie tu zaciera się granica między work a life.

Work-life balance dla mnie nie ma większego znaczenia. Chodzi mi o to, że wcale nie dążę do momentu, gdy na pracę będę poświęcać dokładnie tyle czasu, ile na zajęcia po pracy. Wcale nie mam ustalonego jakiegoś idealnego punktu, gdy doznam spełnienia i powiem sobie: „Tak, to jest właśnie równowaga”. Mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że mało kto będzie mógł kiedykolwiek takie zdanie wypowiedzieć. Do czego dążę? Otóż, gdy chcemy zmienić branżę, często w pewnym momencie zaczyna nami kierować fascynacja. Tzn. wciągamy się w programowanie, zwyczajnie staje się ono naszą pasją. Gdy dostajemy pierwszą pracę jako developer i nasze pierwsze, programistyczne zadania, praca sama w sobie zaczyna nam sprawiać satysfakcję. Bo w czasie pracy możemy programować, uczyć się nowych rzeczy, rozwiązywać problemy, które napotykamy w kodzie. Ja nie odczuwam jakiejś super potrzeby, by ciągle sobie robić odwyk od kodu. Często wieczorem sama z siebie zaczynam coś tam kombinować, robić jakieś kursy. Nie robię tego z przymusu, tylko dlatego, że faktycznie mnie to interesuje.

Uważam, że work-life balance powinniśmy zastąpić pojęciem life balance. Dążyć do tego, co daje nam satysfakcję, a niekoniecznie zawsze ma etykietkę „praca” albo „życie”. W pracy spędzamy tyle czasu, że trudno nie zaliczać jej do życia. To byłoby dość depresyjne stwierdzać, że czas przeznaczony na pracę tak naprawdę nie liczy się do tego, co przeżywamy w ramach życia. Jeśli programowanie po pracy daje nam satysfakcję, dlaczego mielibyśmy tego nie robić. W dodatku, gdy obraliśmy sobie jakiś wyższy cel, typu zmiana branży, dążenie do niego jest dla nas bardzo ważne. I często tego czasu, który poświęcamy na realizację celu, nie będziemy wcale do pracy zaliczać. To jest bardziej inwestycja w naszą przyszłość. Coś, co zwróci nam się, jak wypełnimy określone punkty.

Gdy myślę sobie o równowadze, jaką bym chciała osiągnąć, bardziej mam na myśli podział na „skupienie na pracy czy projektach” i „odpoczynek”. To tutaj chyba powinno się stawiać tę granicę. Odnalezienie czasu na odpoczynek, chwile dla siebie, jogę, spacer, książkę – to jest moim zdaniem coś, do czego powinniśmy dążyć. Ale oczywiście nie przesadzać i wszystko dopasowywać do siebie. Dla jednej osoby godzina jogi będzie super relaksem, dla innej katorgą. W takim wypadku ta druga osoba zdecydowanie powinna poszukać sobie innej aktywności na tzw. reset. A dla jeszcze kogoś innego relaksem będzie napisanie kilku linijek kodu w języku, którego nie używa na co dzień. Może ten ktoś bardzo lubi się uczyć i poznawanie nowych języków programowania daje mu energię do działania. Z zewnątrz to wygląda, jakby ta osoba nadal pracowała, a dla niej to właśnie czas na relaks.

Ja postanowiłam, że moim celem na najbliższe miesiące będzie dążenie do tego, bym miała czas i na wszystkie projekty, i na odpoczynek. Tak, aby mój organizm miał szansę się zregenerować i mieć siłę na te wszystkie aktywności, które planuję. W związku z tym, na blogu może pojawiać się trochę mniej wpisów, bo aktualnie pracuję nad szczegółami kilku dużych projektów, które będę realizować przez najbliższe miesiące. I wiem już teraz, że nie dam rady na pewno wszystkiego robić na 100%, dlatego stwierdziłam, że cotygodniowe wpisy na blogu nie są dla mnie priorytetem. Mam mnóśtwo tematów, które chciałabym poruszyć w ramach artykułów na blogu, więc jak tylko będę znajdować chwilę, na pewno coś napiszę. Jednak nie obiecuję, że będzie to dokładnie co tydzień. Blog działa już ponad rok i właściwie co tydzień pojawia się nowy artykuł (tylko w grudniu była przerwa 2 tygodniowa). Baza wpisów do czytania jest więc duża i mam nadzieję, że znajdziecie wśród nich coś, co Was zainteresuje.

Kończąc prywatę i wracając do przemyśleń o samym work-life balance – nie zamykajmy się na zmiany w rozumieniu niektórych pojęć. Dopasowujmy je do siebie. Work-life balance jako czas na pracę i czas „na życie” zdecydowanie nie jest realny przy zmianie branży na IT. Zbyt wiele czasu i energii trzeba poświęcić, by wywrócić swoje życie o 180 stopni. Trudno wymagać, że znajdziemy czas na wielogodzinne spotkania z przyjaciółmi co weekend, gdy musimy się intensywnie uczyć. Pamiętajmy jednak, że to tylko jakiś etap naszego życia. Robimy coś, by mieć z tego coś w przyszłości. Staramy się, aby osiągnąć cel. Pewnie, spotyka nas zwątpienie, wiele razy chcemy wszystko porzucić.

Ja mam często chwile, gdy stwierdzam, że mogłam spokojnie siedzieć w starej pracy zamiast się bawić w to całe programowanie. Szczególnie, gdy danego dnia kod mi zupełnie nie idzie, nie mogę znaleźć powodów, dla których aplikacja nie działa, a do tego robi się jakieś zamieszanie w grupie plus ktoś mi napisze niemiłego maila związanego z blogiem. Mam wtedy ochotę to wszystko rzucić i wrócić do czasów, gdy po 8 godzinach pracy zamykałam komputer i w ogóle nie myślałam o rzeczach z nią związanych do następnego dnia. Szłam sobie na zajęcia z francuskiego albo na jakiś warsztat.

A potem sobie przypominam, że przecież właśnie wtedy miałam wrażenie, że czegoś mi cały czas brakuje. A obecnie często doświadczam satysfakcji i uczucia w stylu „tak właśnie chciałam, żeby było”. I to, co musiałam przez ostatnie lata poświęcić, wydaje się być po prostu ceną za to, gdzie jestem dzisiaj. Wiem, że jeszcze daleka droga przede mną. Ale już jest fajnie. I mam nadzieję, że to będzie trwać. Oczywiście, muszę tylko trochę więcej odpoczywać i nauczyć się rezygnować z niektórych projektów, żeby trochę sobie wszystko zrównoważyć. To jest coś, czego się uczę.

A jak jest u Was? Jak Wy rozumiecie work-life balance i czy jest to coś, do czego dążycie? Podzielcie się w komentarzu albo napiszcie do mnie maila. Jestem bardzo ciekawa!

Jeśli z kolei myślicie o zmianie branży na IT i chcecie o tym posłuchać trochę więcej, już w najbliższy wtorek, tj. 20 lutego, poprowadzę o tym live na fanpage’u Wake up and Code. O godz. 21:00 opowiem Wam o zmianie branży z mojej perspektywy. Podzielę się przemyśleniami, zrobię małe podsumowanie, przedstawię to, co zrobiłam dobrze, czego żałuję, co powinnam zrobić inaczej. Odpowiem też na Wasze pytania w temacie. Jak nie chcecie przegapić live, a po nim otrzymać dodatkowe materiały, które pozwolą Wam zrobić pierwszy krok w kierunku zmiany branży, zapiszcie się koniecznie na tę listę. Mam nadzieję, że widzimy się we wtorek!

PS Jeszcze chciałam na sam koniec podziękować dziewczynom z grupy za super dyskusję, którą odbyłyśmy na temat work-life balance. Wiele z Waszych wypowiedzi dało mi do myślenia. Dajcie znać koniecznie, jak zapatrujecie się na mój punkt widzenia.

10 Replies to “Work-life balance a zmiana branży na IT”

  1. Ja kiedy myślę o zmianie branży (niekoniecznie na IT) przypominam sobie słowa Maćka Kuciary (https://www.youtube.com/watch?v=E5PqMtA8U1c&t=1085s), który mówił, że był taki etap w jego życiu, że siedział do 3 w nocy codziennie nad swoimi pracami, a rano szedł na zajęcia na studiach, czy Maćka Gliwy (https://www.youtube.com/watch?v=qxzXc2cogq8&t=845s), który aby nauczyć się animacji komputerowej, zamknął się na 2 lata w swoim pokoju i uczył się w szkole online.

    Uważam, że trzeba się pogodzić z myślą, że dojście do celu wymaga poświęceń, czasami większych, czasami mniejszych.

    Nie da się być super we wszystkich dziedzinach życia.

    Poza tym warto chyba postawić sobie deadline – coś w stylu: „Okej, za dwa lata chcę być tam i tam. Do tego czasu rezygnuję z tego i tamtego, ale wiem, że ten cel jest na tyle dla mnie ważny, że jestem w stanie z tego zrezygnować. „.

    1. To prawda, że jak się na czymś mocno skupimy, to nasz organizm jest w stanie zrobić o wiele więcej, niż się spodziewamy (m.in. praca do 3 w nocy nad jakimiś ważnymi projektami). Jednak warto pamiętać, żeby dbać o „reset” po takim czasie skupienia. I mocno zgodzę się ze słowami, że się nie da po prostu być super we wszystkim. Jakąś sferę musimy odpuścić, gdy w danym czasie chcemy na 100% skupić się na innej. Dzięki za taki mądry komentarz 🙂

  2. Zmiana branży na IT to musi być faktycznie niezła zabawa. Mi wystarcza jakiś egzamin pod certyfikat, żeby na 2 tygodnie wytrącić mnie z takiego względnego work-life balance 😉 Teraz zmieniam trochę stos technologiczny i też codziennie wieczorem mam niedosyt bo przydałoby się nauczyć jeszcze więcej 😉

    Nie wiem na jakim etapie zmiany branży jesteś, ale pamiętam tego bloga na starcie i to ile rzeczy udało Ci się zrobić od tego czasu robi mega wrażenie – gratulacje! 🙂

    1. Zmiana branży potrafi być… zaskakująca 😉 I w dobrym, i w złym tego słowa znaczeniu. Z jednej strony robimy rzeczy, o których nawet nie wiedzieliśmy, że będziemy kiedyś w stanie je robić. Z drugiej strony, wywracamy swoje dotychczasowe życie do góry nogami. Ale czasem naprawdę warto 😉 Dziękuję za miłe słowa dot. bloga! Ja zmieniłam branżę z sukcesem i od maja zeszłego roku cały czas pracuję już jako junior developer (obecnie w drugiej pracy), także jestem bardzo zadowolona 🙂

  3. Mój „work-life balance” właśnie dobiegł końca – zaczęłam naukę programowania 🙂
    A poważnie – zgadzam się z Tobą w stu procentach. Nie chodzi o sztywne stawianie granic ale płynną równowagę pozwalającą z jednej strony na wydajną, przynoszącą efekty pracę, a z drugiej – równoważący ją odpoczynek.

    1. O tak, skoro zaczęłaś naukę, to możesz na nowo stworzyć definicję „work-life balance” 😉 Dziękuję za komentarz! I powodzenia w nauce 🙂

  4. Post i temat na gwałt mi potrzebny. Uczę się programowania właśnie po to, żeby mieć większość elastyczność w realizacji work-lif balance. Mam za sobą pracę w korporacji po nocach, którą uwielbiałam, ale co z tego, skoro nawet nie wiedziałam, kto jest nauczycielem starszego syna. Wyjechałam z Polski, myśląc, że może łatwiej będzie o równowagę zawodową zagranicą, ale nic z tego – jest podobnie, a nawet gorzej, bo trzeba więcej wysiłku włożyć w początek nowego życia. Zaczęłam interesować się programowaniem, bo jednym z moim celów życiowo-zawodowych jest możliwość pracy zdalnej i/lub na kontrakcie, downsizing zawodowy, a branża IT jest pod tym względem, mam nadzieję, bardziej przyjazna niż księgowość. Ale już widzę, że żeby ruszyć z miejsca w programowaniu, trzeba bardzo, bardzo dużo czasu poświęcić i znowu mój life-work balance odsuwa się w czasie. Nic to, zobaczymy, jak się potoczy. Powodzenia w realizacji planów i dzięki za treści na blogu!

    1. Bardzo dziękuję za ten komentarz! Ogromnie się cieszę, że przydał Ci się artykuł. Na pewno nauka programowania i decyzja o zmianie branży wymagają wielu poświęceń, ale jeśli uważasz, że to coś dla Ciebie, warto próbować 🙂 Trzymam kciuki za realizację Twoich celów!

  5. Work life-balance w życiu jest jak najbardziej potrzebny, ale gdy zaczniemy pasję przekształcać w pracę, nie będziemy musieli szukać takiej równowagi. Wiele ludzi zawsze na coś czeka, licząc, że jak to coś zdobędą, to ich życie się zmieni. Oczekujemy do emerytury, bo myślimy, że wtedy będziemy szczęśliwi i będziemy mieć czas.

    Tak naprawdę chodzi o to, żeby znaleźć również czas, na to, co sprawia nam przyjemność, niezależnie od natłoku obowiązków. Zamiast czekać do emerytury, róbmy sobie mini-emerytury, poprośmy o urlop i pojedźmy gdzieś na dłuższy weekend. Pod pojęciem work life-balance, rozumiem, że czasami warto odpuścić i zrobić sobie wolne. Nauczyła mnie tego pewna historyjka o drwalu:
    „Był sobie kiedyś drwal, który zgłosił się przy wyrębie lasu. Majster dał mu topór i pokazał część lasu do wycinki. Pierwszego dnia udało mu się ściąć dziesięć drzew. Gratuluję Ci – powiedział majster. Zadowolony pochwałami, postanowił następnego dnia wyrąbać więcej. Położył się wcześnie spać i wstał o świcie. Niestety, udało mu się ściąć tylko sześć drzew. Następnego dnia, położył się jeszcze wcześniej. Wstał skoro świt, gdy wszyscy spali. Udało mu się ściąć pięć drzew. Przez kolejne dni było coraz gorzej. Doszło do tego, że im mocniej się starał i poświęcał, ścinał coraz mniej drzew. Ostatniego dnia, przez pół dnia męczył się z drugim drzewem. Zaniepokojony, poszedł do majstra. Powiedział że stara się bardzo mocno, wysypia się jak nigdy ale wciąż nie może pobić swojego rekordu z pierwszego dnia. Majster się go zapytał – kiedy ostatni raz naostrzyłeś swój topór? Naostrzyć, nie miałem czasu, byłem zbyt zajęty ścinaniem drzew.”

    Ambicje w życiu są ważne, dążenie do perfekcji w tym co robimy również, ale przy tym pędzie, nie zapomnijmy „naostrzyć siekierki” :). Takie właśnie naostrzenie siekierki, jest tym, co rozumiem przez work life-balance.

    1. Świetne pojęcie tych „mini-emerytur” i fajna opowiastka, daje do myślenia. I zgadzam się w 100%! Nie ma co czekać, warto zadbać, by nasza praca była czymś, co sprawia nam przyjemność. A po drugie – warto szukać chwili odpoczynku i czegoś, co daje nam satysfakcję właściwie codziennie zamiast czekać na magiczne „kiedyś” 🙂

Dodaj komentarz