Zmiana branży na urlopie macierzyńskim? To jest możliwe!

zmiana branży na urlopie macierzyńskim

Front-end, Back-end, Scrum. Tym dziś zajmują się bohaterki tego tekstu. Jeszcze jakiś czas temu pracowały w zupełnie innych zawodach, ale podczas urlopu macierzyńskiego postanowiły zmienić wszystko. Jak to zrobiły i zaplanowały? Przeczytajcie ich historie!

Wczoraj odbył się live, podczas którego rozmawiałam z jedną z bohaterek tego tekstu, Agnieszką Chudzicką. Agnieszka postanowiła zmienić branżę mając dwójkę małych dzieci i prowadząc własną firmę. Rozmowa z nią była niesamowicie inspirująca i energetyzująca, całość możecie obejrzeć tutaj. Znajdziecie w tym video wiele rad dla osób, które myślą o zmianie branży, rozmawiałyśmy też sporo o tym, jakie są alternatywne ścieżki w IT.

A dla uzupełnienia live’a, albo jak po prostu wolicie poczytać, poniżej znajdziecie wywiad z trzema dziewczynami, które opowiadają, jak weszły do IT. Jest wśród nich właśnie Agnieszka, która pracuje jako Scrum Master, a także Marta Kopp i Sylwia Laskowska, które programują.

Artykuł jest częścią Projekt: Zmiana branży, o którym więcej możecie poczytać w tym wpisie. Tam też znajduje się plan kolejnych live’ów. Jak nie chcecie przegapić nowych informacji o projekcie, zapiszcie się do tej listy.

A teraz zapraszam do przeczytania historii dziewczyn!


Dlaczego właśnie IT? Opowiedzcie parę słów o sobie (co robicie, czym się zajmujecie, czym zajmowałyście się przed zmianą branży)

Sylwia Laskowska: Pracuję na stanowisku Senior Engineer w średniej wielkości software housie, zajmuję się głównie front-endem. Trochę śmieszy mnie nazwa mojego stanowiska – stałam się inżynierem po psychologii 😉 Proste strony internetowe robiłam co prawda od 12. roku życia, dla siebie i dla znajomych, jednak nigdy nie przypuszczałam, że może być to mój sposób zarabiania na życie. Przed zmianą branży próbowałam różnych rzeczy. Najdłużej, bo aż 6 lat, pracowałam jako redaktorka działu kobiecego w jednym z większych polskich portali internetowych.

Marta Kopp: Zanim w ogóle pomyślałam o IT, byłam typową Matką-Polką. Wszystkie moje działania były raczej związane z zakładaniem rodziny itp. Wcześniej, gdzieś jakieś nietrafione studia, praca tyle o ile, żeby coś robić. W wieku dwudziestu paru lat bardziej marzyłam o domku na wsi i gromadce dzieci niż o robieniu kariery. Teraz wiem, że to nie brak ambicji a brak pasji spowodował, że było jak było.

Agnieszka Chudzicka: Jestem mamą dwójki dzieci, syn ma 5 lat, córka 1,5 roku. Do sierpnia tego roku prowadziłam swoją poradnię psychologiczno-pedagogiczną. Jestem historykiem sztuki, pedagogiem. Zaraz przed narodzinami córki okazało się, że ze względu na zmiany w prawie oświatowym będę musiała ją zlikwidować w przeciągu roku, dówch. Długo zastanawiałam się co robić. Miałam pomysł na biznes związany z szyciem, bo robię to w wolnej chwili, chciałam założyć swoją markę, jednak potrzebowałam stabilizacji, pewnej pracy, która będzie trochę mniej stresująca niż prowadzenie własnej firmy. Do przejścia do IT zainspirował mnie mój brat, który po kursie programistycznym szybko dostał pracę i był bardzo zadowolony z możliwości jakie się przed nim pojawiły. Nigdy nie myślałam o sobie jako o umyśle ścisłym, ale już od dłuższego czasu była we mnie niezgoda na to, że mnóstwo dziewczyn uważa, że sobie nie poradzi. Ja też tak kiedyś myślałam, już na etapie szkoły podstawowej określiłam siebie jako humanistkę i po prostu nie próbowałam nawet wejść głębiej w ścisłe przedmioty. Prawda jest też taka, że chciałam zdobyć zawód, który zapewni mi bezpieczeństwo finansowe i rozwój kariery.

Czy zmiana branży podczas macierzyńskiego to było coś, co planowałyście, czy wyszło raczej “w praniu”? Czy przygotowywałyście się jakoś specjalnie do tego projektu (zanim przystąpiłyście do działania)?

Sylwia: Postanowiłam zmienić branżę w 7. miesiącu ciąży. Byłam wtedy na zwolnieniu lekarskim i usłyszałam w radiu audycję o ludziach, którzy bez studiów i doświadczenia znaleźli pracę w IT. Nie wiedziałam, że próg wejścia do tego zawodu jest aż tak niski (jak się potem okazało, wcale nie jest…). Postanowiłam, że czas urlopu macierzyńskiego poświęcę na nauczenie się front-endu. Zanim zaczęłam się uczyć, trochę czytałam o tym, jak się przygotować, jednak bardzo szybko skupiłam się po prostu na nauce.

Marta: Decyzja o programowaniu była podjęta w niecałe 5 minut. Do tej pory nie wiem, jak to się stało, ale to jedna z lepszych rzeczy jakie mnie w życiu spotkały. Do dziś pamiętam, kiedy mąż wrócił z pracy, a ja w brudnym dresie, i rozczochranych włosach powiedziałam “Wiesz, Krzysiek, będę programistką”. Odpowiedział tylko, że się cieszy. To, że nie wybuchł wtedy gromkim śmiechem, zdecydowanie pomogło.

Agnieszka: Ja zostałam trochę “zmuszona” do myślenia o zmianie. Wiedziałam, że niedługo stracę pracę, a jednocześnie źródło utrzymania dla mojej rodziny (mąż ma wolny zawód, jest artystą). Zainspirowana bratem zaczęłam się rozglądać za możliwościami, dość szybko podjęłam decyzję i zaczęłam działać.

Jak wyglądał proces? Ile trwał i jak pracowałyście? Czy to był kurs/samodzielna praca czy jeszcze jakaś inna forma?

Sylwia: Uczyłam się sama, ok. 1,5 godziny dziennie. Postawiłam głównie na praktykę, starałam się tworzyć proste witryny i aplikacje. Korzystałam z różnorakich kursów online. Z perspektywy czasu trochę żałuję, że nie sięgnęłam po bardziej specjalistyczne źródła wiedzy. Warto chyba zaznaczyć, że było to na chwilę przed wielkim boomem na kursy programowania i wcale nie było o takie materiały łatwo.

Marta: Nigdy nie byłam osobą, która lubiła się uczyć. Generalnie w szkole lubiłam tylko matematykę, bo nigdy nie musiałam się jej uczyć, jakoś samo wchodziło. Tak więc samodzielna nauką nie wchodziła w grę, z resztą jak ktoś zaczyna przeszukiwać Internet w poszukiwaniu metod na naukę programowania, zostaje osaczony przez reklamy przeróżnych kursów. Pozostało pytanie, jaki kurs i jaki język. Po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw, wybrałam Javę. Kurs trwał prawie 10 miesięcy. Zajęcia były w soboty i niedziele po 7 godzin.

Każde wyjście na kurs cieszyło mnie jak wyjście na najlepszą imprezę. Długo nie wiedziałam, czy to dlatego, że mogę wyjść z domu i użyć mózgu, czy rzeczywiście cieszy mnie samo programowanie. W domu uczyłam się dużo, codziennie. 360h kursu to zbyt mało, żeby rozkładać każdy temat na czynniki pierwsze, a czasem żeby coś zrozumieć, tego potrzebowałam. Na szczęście spotkałam tam osoby, które mnie inspirowały i motywowały. W ogóle mam wrażenie, że przez ostatni rok uczyłam się więcej niż wcześniej przez całe moje życie.

Agnieszka: Najpierw zaczęłam się uczyć sama. Z książki “Programowanie dla dzieci”. Zaczęłam od zabawy programem Scratch. Gdy już to przerobiłam, liznęłam trochę, naprawdę odrobinę Pythona. Córka miała wtedy pół roku. Nie byłam na urlopie macierzyńskim, bo prowadząc własną firmę zupełnie mi się to nie opłacało, a nawet nie było możliwe, bo zatrudniałam 10 osób i korzystaliśmy z dotacji. Wiedziałam, że w związku z tym, że muszę godzić pracę, opiekę nad dwójką dzieci i naukę, najlepszym dla mnie rozwiązaniem będzie kurs stacjonarny. A więc rok temu, gdzieś w listopadzie zaczęłam samodzielnie przerabiać podstawy, od lutego zaczęłam 5-miesięczny codzienny kurs stacjonarny.

Jak godziłyście naukę i zajmowanie się dziećmi w tym samym czasie?

Sylwia: Nie było to proste. Każda młoda mama wie, że wygospodarowanie choćby 1,5 godziny dziennie na naukę przy niemowlaku może być ciężkie. Szczególnie, jeśli nie ma się na co dzień pomocy rodziny, a mąż pracuje do wieczora. W dodatku trafił mi się dość ciężki „egzemplarz” 😉 Pomogła mi silna motywacja do zmiany i wyrobienie sobie nawyku. Gdzieś koło południa, kiedy córka miała drzemkę, siadałam do nauki. Z początku przy jej łóżeczku, z laptopem, z włączonym „białym szumem” (bywało, że i suszarką…) w tle. Córka rzadko spała cięgiem dłużej niż godzinę, więc przysiadałam do nauki na chwilę jeszcze wieczorem.

Marta: Mimo że mam dwójkę maluchów w domu, myślę, że i tak było mi łatwiej, niż gdybym pracowała na etacie. Mogłam sobie ustawić dzieci pod siebie. Starszak chodzi do przedszkola, więc zostało jedno dziecko. Prace domowe były możliwie tylko i wyłącznie w czasie, kiedy dziecko nie spało. Organizowałam pokój zabaw i zasuwałam co sił w nogach, żeby doprowadzić dom do stanu używalności. Pora drzemki to był mój święty czas na naukę. Wcześniej miałam już wszystko przygotowane, włączony komputer, plan nauki na ten dzień, żeby maksymalnie wykorzystać tę piękną chwilę, jaką jest sen dziecka 😉

Agnieszka: Szczerze mówiąc, nie wiem jak to zrobiłam… Początki samodzielnej nauki wyglądały tak: wstawałam o 5 rano, siadałam do podręcznika i komputera, czasami odchodziłam od biurka, żeby nakarmić córkę, kiedy się przebudzała. Około 7 rano zbierałam się razem z nią do pracy (brałam ją ze sobą codziennie). Kiedy zaczęłam kurs, to było naprawdę ciężko. O 17 wychodziłam z domu, wracałam o 21.30. Uczyłam się i odrabiałam prace domowe albo po powrocie wieczorami/nocami, albo w pracy, gdy było trochę luźniej i córka akurat spała. To był bardzo intensywny czas. Bez pomocy męża i moich rodziców nie udałoby się. Kiedy teraz o tym myślę, to wydaje mi się, że miałam jakieś nadludzkie siły. Przecież to był czas, gdy nie przesypiałam ani jednej nocy…

Co poradziłybyście dziewczynom, które teraz są (albo zaraz będą) na macierzyńskim i myślą, że to dobry czas na zmianę branży?

Sylwia: Jak widać na moim przykładzie, wcale nie musisz poświęcać całego wolnego czasu na naukę programowania. Możesz dojść do wszystkiego małymi kroczkami. Zostanie ci nawet trochę czasu na seriale 😉

Marta: To najlepszy czas na zmiany! Na urlopie macierzyńskim kobieta wręcz musi zrobić coś dla siebie, bo inaczej zwariuje. Jeśli nie ma satysfakcjonującej pracy do której może wrócić po urlopie, to czemu się nie przebranżowić?

Agnieszka: Pierwsze miesiące to, według mnie, nie jest najlepszy czas na naukę. To czas dla kobiety i dziecka, trzeba się zregenerować, poznać swoje dziecko. Natomiast po jakiś 3 miesiącach (choć może być różnie, to zależy od indywidualnego przypadku), można spróbować się uczyć. Dobrze zrobić dogłębny research od czego zacząć. Ja zaczęłam od grupy “Programuj dziewczyno!”:-). Szukałam podobnych historii, pozytywnie się nakręciłam. Następnie podjąć decyzję i się jej trzymać, ustalić harmonogram z rodziną/mężem, wyznaczyć święty czas na naukę/kurs, odpuścić wszystko co nie jest konieczne (ja odpuściłam prasowanie:-). Myślę też, że nie należy powielać mitu, że urlop macierzyński to najlepszy czas na zmianę. Najlepszy czas na zmianę jest wtedy, kiedy Ty tak czujesz. Zostanie matką to chyba największa zmiana jaka może Cię spotkać i czasem trzeba tej zmianie poświęcić 100% uwagi i czasu. Swoją drogą chyba żadna matka, która właśnie urodziła dziecko nie określiłaby tego czasu jako “urlop”. Urlop kojarzy się z wypoczynkiem, a bycie młodą mamą niewiele ma z tym wspólnego. Tak naprawdę podjęcie decyzji o przebranżowieniu i nauce, to wzięcie na siebie kolejnego obowiązku, a nie wypełnienie wolnego czasu. Myślę, że nie byłabym w stanie aż tak się przebranżowić po urodzeniu pierwszego dziecka (choć gdy syn miał 9 miesięcy założyłam poradnię). Przy drugim dziecku czułam się po prostu silniejsza, ale też po prostu musiałam być silniejsza.

Co Was najbardziej zaskoczyło pozytywnie w tym całym procesie zmiany branży?

Sylwia: W samym procesie zaskoczyło mnie to, jak fajne i rozwijające jest programowanie. Uwielbiam rozwiązywać zagadki logiczne, które stawia przede mną pisanie kodu. Mogę nawet powiedzieć, że mnie to relaksuje. To chyba zresztą wyznacznik tego, że dobrze będziemy czuć się w tej branży. Programowanie trzeba po prostu lubić. Inna kwestia to fakt, jak wspaniałą społeczność tworzą programiści, jak bardzo pomagają sobie nawzajem na najróżniejszych forach, grupach czy Stack Overflow. Podczas kiedy w innych branżach często trzeba namęczyć się, żeby uzyskać informacje na interesujący nas temat, w programowaniu zwykle mamy wszystko podane na tacy.

Agnieszka: Najbardziej zaskoczyło mnie ogromna społeczność wspierających się dziewczyn. Taka inicjatywa jak Twoja, lub Geek Girls Carrots lub MamoPracujwIT. Po prostu ogrom wiedzy, solidarności i energii. Nie czułam się sama.
Zaskoczył mnie też odzew od rekruterów. Prawie z każdej firmy, w której zostawiłam CV dzwoniono do mnie i albo zapraszano do testów, albo mówiono, że jeszcze dla mnie za wcześnie. Ale generalnie nie zostawałam bez odpowiedzi.

Czy było coś negatywnego, czego się nie spodziewałyście, a Was spotkało?

Sylwia: Przed przebranżowieniem myślałam, że bardzo łatwo jest znaleźć pracę jako junior, jeśli ma się już jako takie podstawy. Okazuje się jednak, że jest duża konkurencja (chyba coraz większa) i trzeba się trochę pomęczyć, porozsyłać CV, czymś się wyróżnić. Na szczęście im więcej doświadczenia, tym więcej drzwi się przed nami otwiera.

Marta: Przereklamowany rynek pracy, jeśli chodzi o osoby, które dopiero zaczynają. Odrzuciłam swoją pierwszą propozycję pracy, bo byłam przekonana, że zaraz spadnie lawina lepszych. To się nie stało.

Agnieszka: Nie mogę wprost wskazać takiej sytuacji. Na pewno początkowe zarobki są o wiele niższe, niż pokazują internetowe wyliczenia.

Jakie były reakcje w pracy, gdy współpracownicy dowiadywali się o tym, że zmieniłyście dopiero co branżę i to do tego na macierzyńskim? Czy w ogóle mówiłyście o tym w pracy?

Sylwia: Nikt wielce tego nie komentował, a jeśli już, to w pozytywny sposób. Niektóre osoby nawet wyznały mi, że imponuje im moje przebranżowienie. Nie każdy potrafi krótko przed trzydziestką poświęcić naprawdę wiele czasu na to, żeby robić to, co w życiu lubi.

Marta: Mój projekt „zmiana branży” był ściśle tajny, wiedział tylko mąż. Chyba trochę bałam się reakcji otoczenia, że ktoś może pomyśleć, że nie dam rady albo że rzeczywiście może się to okazać porażką. Kiedy po kilku miesiącach wyszło na jaw, że się uczę programowania okazało się, że i tak większość wiedziała. Ktoś zobaczył leżącą pod stołem książkę albo moje polubienie czy przynależność do grupy na FB. Byłam bardzo zaskoczona pozytywną reakcją otoczenia.

Agnieszka: Tak, ja już na etapie szukania pracy się tym chwaliłam. Skoro byłam w stanie ukończyć kurs programowania, pracując i zajmując się małymi dziećmi, to co mogłoby mnie zatrzymać? Teraz jest wiele osób w branży, które się przekwalifikowały, więc to już tak nie dziwi.

Jak zdobyłyście pierwszą pracę w nowej branży? Jak przygotowałyście CV, jeśli nie byłyście wcześniej związane z IT?

Sylwia: Moje CV nie było chyba porywające. Skupiłam się za to na przygotowaniu portfolio, w którym prezentowałam stworzone przeze mnie aplikacje i stronki tworzone dla znajomych. Co ciekawe, przydało się dopiero na rozmowie technicznej, gdzie rekruter kazał mi się „spowiadać” niemalże z każdej linijki kodu 😉

Marta: Miałam ogromny problem z CV. Dużo luk w okresie zatrudnienia spowodowane siedzeniem w domu z dziećmi. Na kursie mogłam skorzystać z rad osób, które zajmują się tym zawodowo, w Internecie też jest mnóstwo informacji na temat jak napisać dobre CV. Koniec końców, napisałam proste, bez fajerwerków CV, takie, z którym czuję się dobrze. 80% mojego CV zajmują tematy związane z Javą, na końcu krótka informacja o tym, co było wcześniej.

Agnieszka: W maju poszłam na konferencję połączoną z targami pracy. Zostawiałam CV wszędzie, gdzie chcieli, rozmawiałam z rekruterami, opowiadałam o sobie. W CV wyszczególniłam umiejętności, zarówno programistyczne, jak i miękkie, doświadczenie na drugim miejscu. Udało mi się dłużej porozmawiać z szefem rekrutacji w firmie Venture Devs. Zupełnie nie szukali programistów Javy, ale szukali Scrum Mastera. Powiedziałam, że to rola dla mnie i choć nie mam doświadczenia i niewiele wiem, to poradzę sobie. Po dwóch dniach miałam rozmowę rekrutacyjną. Potem długo czekałam na odpowiedź. Wzięłam sprawy w swoje ręce. W czerwcu zrobiłam kurs Professional Scrum Master, zdałam międzynarodowy certyfikat PSM I, odezwałam się do tej firmy jeszcze raz z bogatszym już CV i od września zaczęłam pracę.

Jak radziłyście sobie z kryzysami podczas nauki?

Sylwia: Podczas nauki, choć trwało to rok, nie miałam większych kryzysów. Po prostu codziennie o mniej więcej stałej godzinie siadałam i kodowałam, szybko wyszło mi to w nawyk. Muszę jednak dodać, że po tym roku miałam tego serdecznie dość i chyba gdybym nie znalazła pracy, która dała mi wielkiego kopa motywacyjnego, to zajęłabym się czymś innym.

Marta: Nie wiem, czy to dziwne, ale jeszcze nie miałam kryzysu podczas nauki. Nigdy, nawet przez chwilę nie miałam wątpliwości czy dobrze robię, albo czy się do tego nadaje. Każda niewiedza, działa wręcz jak motor, napędzając mnie do tego, żeby to pojąć. Czasem, jak mój mózg się buntował i nie chciał przyjmować więcej informacji, włączałam jakiś tutorial tylko do posłuchania. Później jak się wyciszałam przed snem, zamykałam oczy i nagle dostawałam olśnienia. Kocham ten stan.

Agnieszka: Prosiłam o poradę mojego brata, przekopywałam Internet, korzystałam z grupy “Programuj, dziewczyno!”. Przypominałam sobie, jaki mam cel i że nie ma już odwrotu. Przypominałam sobie, jak wiele już przeszłam, także jako matka, po prostu takich zwyczajnych trudności, ale też życiowych upadków i wiedziałam, że sobie poradzę. W końcu zrobiłam prawo jazdy i urodziłam dwójkę dzieci:-).

Powiedzcie, jak Waszym zdaniem jest najlepiej weryfikować, czy IT to faktycznie coś dla nas. Wiadomo, że będą zdarzały się kryzysy. Skąd wiedzieć, że to tylko kryzys i iść dalej?

Sylwia: Trzeba przede wszystkim lubić samo kodowanie, lubić siedzenie przed komputerem. Jeśli brakuje tych czynników, chyba nie ma co się do tej branży pchać. W IT trzeba non stop się dokształcać, próbować nowych rzeczy, spędzać mnóstwo czasu przed monitorem. Jeśli ktoś zwyczajnie tego nie lubi, to będzie się po prostu męczył.

Marta: Moim zdaniem, kluczem do sukcesu jest to, żeby to lubić. Branża IT, szczególnie w przypadku, gdy się wcześniej nie miała z tym nic wspólnego, wymaga bardzo dużo nauki. Nie oszukujmy się, jak się czegoś nie lubi, to się będzie szukać wymówek, żeby tego nie robić. Jeśli ktoś zaczyna pisać kod i ma problem, żeby przestać, to to jest właśnie to!

Agnieszka: Jeśli kod napisany przez Ciebie działa i wtedy czujesz taki przypływ dumy i radości, to jest to miejsce dla Ciebie. Jeśli kod nie działa, a jednak się nie poddajesz i spędzasz czas nad poprawieniem go, to możesz zaczynać w IT.

Jak oceniacie swoją decyzję z perspektywy? Było warto? Co zrobiłybyście inaczej, mając wiedzę, którą macie teraz?

Sylwia: Przejście do IT to najlepsze, co zdarzyło się w moim zawodowym życiu. Parę rzeczy pewnie zrobiłabym inaczej, ale z perspektywy czasu uważam, że i tak każdy musi znaleźć swoją ścieżkę. Jedni wolą intensywną naukę, inni, tak jak ja, krótszą, ale długotrwałą pracę.

Marta: Zdecydowanie było warto. Mimo, że nie podpisałam jeszcze swojej pierwszej umowy o pracę w IT, nie żałuję, bo jestem teraz innym człowiekiem. Człowiekiem z pasją.

Agnieszka: Przez chwilę myślałam, że straciłam czas i pieniądze (duże) na kurs programowania, przecież w końcu zostałam Scrum Masterem. Ale wiem, że nie. Wiem, że to też było bardzo potrzebne. Zupełnie inaczej widzę teraz frustracje i problemy deweloperów, z którymi pracuję. Z mojej perspektywy na pewno było warto. Jestem w miejscu, w którym we mnie uwierzono, w którym pracuję ze wspaniałymi ludźmi, w którym mogę się rozwijać. Moja historia chyba miała się tak potoczyć i każdy jej element był ważny.


Ale dawka motywacji! Mam nadzieję, że te historie dadzą Wam kopa do działania, planowania i nauki! I pamiętajcie, że widzimy się na kolejnym live już za tydzień. Porozmawiam z Joanną Zielonką, Strategiem Rozwoju, która odpowie, skąd wiedzieć, że czas na zmianę branży, jak przygotować CV i portfolio i dobrze wypaść na rozmowie kwalifikacyjnej, gdy nie mamy doświadczenia w branży. Do zobaczenia!

2 Replies to “Zmiana branży na urlopie macierzyńskim? To jest możliwe!”

  1. Cześć,
    Bardzo ciekawy wpis, multum inspiracji.
    Jedna uwaga z mojej strony, wydaje mi się, że wpis zyskałby na atrakcyjności, gdyby był w formie podcastu do odsłuchania.
    Pozdrawiam ciepło,
    Agata

    1. Możesz posłuchać rozmowy z Agnieszką w formie video, tak zamiast podcastu 😉 Cieszę się, że wpis się podoba. Pozdrowienia!

Dodaj komentarz